Wiersz “Szkarłatne szaty”

“Szkarłatne szaty”

Kiedy czerwień przebije plecy nasze,
Wtedy błękit z przodu się nam ukaże,
Przez umysł przemknie szaleńcze wspomnienie,
Mówiące że zhańbiliśmy swoje mienie, I zostawiając swą przeszłość za sobą,
Pędziliśmy ku drzwiom krętą drogą,
Lecz na ostatnim zakręcie,
Odegraliśmy śmiertelne ujęcie, Pod siłami martwymi padliśmy,
I granicę życia prawie przekroczyliśmy,
Nic poradzić na to nie mogliśmy,
Tylko modlić się zaczęliśmy. Wtem z góry znad jasności,
Głos woła w swej świetności,
Sił przybywa, rozwiewa ciemności,
I wstajemy świadomi nowych sił wielkości. Patrzymy w górę, tam jasność coś odsłania,
To postać tak wielce nadrzędna,
Że ogarnia mnie trwoga i się lękam,
Tak bardzo iż strachem swą twarz osłaniam, Jednocześnie mego smutku resztki coś przegania,
Obiecując moment bólu okrzesania,
Padam przed Nim pełen skruchy i posłuszeństwa,
Radość głucha odbija się od obrazu jego męczeństwa, Następuje moment dziwnego wzruszenia,
Ręką zawierzam mu życia mego marzenia,
Wstaję i wpatruję się w obraz jego mienia,
Pełen wstrząsającego milczenia, Po wzroku i wyrazie twarzy,
Dostrzegam wizerunek ze wszystkich witraży.
Oto boleść miłością zwyciężam,
I ciężkim oddechem jego milczenie wyręczam. Obaj wiedzieliśmy, co się dalej stanie,
Oto kres niezmiernego bólu nastanie,
Teraz gotowy byłem na wszystko,
I spojrzałem na Niego bystro. Podał mi szaty boleścią splecione,
W krwawy szkarłat przybrane były one,
Nakładam je i niebawem w niepamięć odchodzę,
A potem jak gwiazda wśród czerni wschodzę.

Posted in

admin