Wiersz “Pory roku”

“Pory roku”

Wiosna, lato, jesień, zima,
Pogody przy tym nigdy ni ma,
Wietrzyk wieje, drzewa chwieje,
Deszczyk pomaga, wichurę wzmaga. Słońce blaskiem chmury przyćmiewa,
I rośliny do wzrostu zagrzewa,
Wszystko zieleń znów otacza,
A swym blaskiem nas przytłacza. Upał pełznie po pustyni,
Patrzy na skupisko dyni.
Do czego teraz się przyczyni?
Otóż z małych duże uczyni. Lato rośliny do wzrostu ponagla,
A więc ich plony dojrzeją tak z nagła,
Tak jak skupisko tych małych dyni,
Z którymi upał tak niegdyś uczynił. Gdy żniwiarz zetnie kłosu drobinę,
I pracy owocu spróbuje choć krztynę,
Wodą ponownie przesiąknie gleba,
Żniwiarz się gniewa i krzyczy do nieba. Chmury ciemnością ziemie zaszyły,
Wszystkich do nitki ostatniej zmoczyły,
I dalej leniwie się potoczyły,
A przy tym październik nam przytoczyły. Lecz mimo wielkich losu sprośności,
W końcu i radość u nas zagości,
Oto grudniowa pustynia się zbliża,
Wszystkie rośliny do ziemi zaniża. Biel pokrywa ostatki zieleni,
Zima okrywa horyzont ziemi.
Od nud ostatnim ratunkiem,
I pejzażu gotowym malunkiem. Historia w rutynę prędko zapada,
I znowu z deszczem śnieg u nas pada.
Lecz zachwyt i radość z nami zostaną,
Bo rośliny z bieli się zawsze wydostaną.

Posted in

admin